DOZWOLONE OD 18 LAT….
jeśli masz mniej, czytasz na własną odpowiedzialność, ja zaznaczyłem wiekowy przedział.
- jest to fikcja, ale chciał bym poznać opinie innych, choć wątpię że się spodoba, bo marny ze mnie pisarz. Może zawierać błędy, za to przepraszam.
“traumiki”
Dym z popielniczki unosił się zygzakowatym wężem, który rozchodził się i nikł w zapachu potu. Blat baru był brudny od potu ludzi przesiadujących nad kuflem piwa. Był brudny, bo ludzie dotykali go czystymi dłońmi, brudził się od czystości. Zdumiewające, jak bat, który ma 3 miesiące można tak zabrudzić, zetrzeć. Jednak można i przetarł palcami po wyżłobieniach od podawanych popielniczek, uderzeniach po kuflach z piwem, miseczek z orzeszkami, posolonych tak aby chciało się więcej wypić – stary drewniany 3 miesięczny blat w barze “Kierownik” na osiedlu X, kto by pomyślał że w polskim alfabecie jest X, w mieście gdzieś w Polsce. Podniósł papierosa i zaciągnął się łapczywie, jak by nigdy już nie miał zapalić, jak to miał być ostatni papieros. Kurwa, ale dobry, ja pierdolę, cudowny – myśli same przenikały mu umysł. Szmer po drugiej stronie baru urzeczywistnił barmana.
Stał nad nim, jak kat. Wysoki mężczyzna, przy łysiały z kamizelką na ramionach w spodniach wytartych od wycierania w nie rąk, brudnych rąk. Ten jego wzrok, mówiący: może wreszcie gliniarzu spierdolisz z tego baru. Chce zamknąć i iść spać. Spierdalaj.
– To co kolejne piwo Joachim – usłyszał słowa wypowiadane jak by z opóźnieniem.
– Jasne, Sam.
Co za parodia losu. Mój ojciec będąc zbyt pijanym żeby przypomnieć sobie imiona, jakie chcieli mi nadać, wpisał bazgroły. Ale wynikało z nich, że mam mieć imię Joachim. Teraz bym go za to chyba zajebał. Ale jak byłem mały, było inne, nowe. Było zniewalające. Tak było zniewalające, bo każdy się tego imienia bał, i każda dziewczyna chciała poznać, Joachima. Kurwa jakie to piękne.
Bar był ciemny, ponury. Jedno wejście po prawej a po lewej jeden automat. Stoliki stylizowane na dawne czasy ameryki przy ścianie i lampka na każdym z popielniczką po środku, tak amerykańsko-polski styl. Dwa okna dostarczały mało światła, usytuowanie ich po stronie północnej powodowało, że było tu jasno tylko jak Bóg tego chciał, dlatego ciągle paliło się tu światło. Jak tu pięknie. Kolejny dymowy potwór wniknął w płuca Joachima, działając umierająco na 3 komórki płuc. Tak kiedyś umrze na raka, albo inne chorobę. Jak to jest z tymi płucami, pomyślał. Czy to nie tak że ja wdycham powietrze, ono przelatuje i zatyka mi cząsteczki, jak popiół. I to zalega, odpada, miesza się z tlenem. To chyba coś jak czarna ręka, która chwyta moje płuca i wyrywa mi je przez jaja, albo tyłek. Kiedyś umrę, to na pewno.
Kufel uderzył z łoskotem o drewniany blat. Joachim spojrzał na Sama. Jego matką była Amerykanka, dlatego ma takie imię, nie dlatego że jego ojciec był normalny, a mój alkoholikiem i zapił się na śmierć, mówiąc do mojej matki: jesteś kurwą mojego życia, byłem z tobą bo byłaś ładna a nie bo cię kochałem i nie zapomnij powiedzieć Joachimowi, że powstał bo cię zgwałciłem w aucie, mi było przyjemnie, choć tobie chyba też. Pamiętam, że matka w tedy rzuciła w niego czymś ale nie pamiętam czym, tylko dlatego nie trafiła bo się zatoczył, stałem w tedy na środku swojego pokoju i słyszałem wszystko, to był ostatni raz, kiedy go usłyszałem, później poszedł pić, choć i tak ledwo stał i już nie przyszedł. Matka po jego wyjściu płakała, szlochała i płakała na zmianę. Dlaczego była taka słaba, tak pozwoliła sobie zniszczyć życie, dlaczego pozwoliła, abym to ja nic nie miał z tego życia. Kurwa, moja matka była najwspanialszą kobietą, ale przegrała je. Dała się dymać życiu, jak ono chciało, nigdy nie zawalczyła, nigdy. Czy jest mi jej żal. Nie, nie jest mi jej żal. Bo po śmierci ojca, poznała chyba z 20 facetów, którym chodziło o jedno i tylko jedno, aby wsadzić w nią swojego malutkiego olbrzyma. Jak dla mnie z samotności stoczyła się na dno, prosząc o seks. Kurwa, jak można prosić o to, przecież to nie możliwe. Łyk piwa przeleciał przez przełyk, miło łagodząc wnętrze. Była ładna, nie miała szczupłego ciała, ale była ładna, to na pewno. Czasami słyszałem jak jak facet nad nią duszy, nie ją ale jego. Rzygać mi się chciało, jak ten nie umyty, nie ogolony, z nie wymytym prętem frajer, prawie gwałci moją matkę w pokoju obok. Dzieciństwa się nie zapomina, ono wraca jak koszmar w dymie papierosowym, które Joachim wypuścił i strzepnął popiół do popielniczki. Kurwa, jakie to życie jest zajebiste, kiedy ma się pieniądze i dymanko – tak mawiała moja matka, rok po tym jak uwolniła się od ojca.
Spojrzał na Sama, oczami pełnymi bólu swoich myśli. Sam uśmiechnął się niemrawo spoglądając na telewizor po lewej nad barem.
– Opowiadałem ci o zaułku zakochanych. – zaczął Joachim.
– Nie, a powinieneś.
–Nie, ale chcę ci o tej sprawie opowiedzieć – kolejna chmura dymu śmierci wpłynęła do płuc Joachima.
Sam odwrócił się od telewizora, który zgasł jak na zawołanie. Sam spojrzał na Joachima. Policjanta z wydziału kryminalnego. Czarne włosy choć upływ czasu dał mu się we znaki, nadal były geste i czarne. Nie to co prawie łysa głowa Sama. Płaszcz koloru szarego powodował , że z dala śmierdział gliniarzem, ale przecież każdy to wiedział kim on jest. Sam podszedł do stołka przed lśniącymi w świetle lampki nad barem kranikami, z których nalewał piwo.
– Było to 2 lata temu. Gazety ani nie pisnęły, zakaz góry, rozumiesz – zaczął Joachim.
Pomruk zdawał się być aprobatą zrozumienia.
– Mieliśmy nocną zmianę, która się skończyła. Padało w tedy jak z cebra. Gówno widziałeś, nic nie widziałeś. Wycieraczki nie nadrzały z ocieraniem się o szybę, aby dało się kierować. Za kierownicą siedział Adam, mój dobry przyjaciel. Odwoził mnie do domu. – Filtr papierosa przysunął się do lekko rozwartych ust jak przy buziaku. Zagłębił się w ustach i lekko skurczył, przy pociągnięciu powietrza. Wdech i nikły dym wypełnił przestrzeń. – Normalna rzecz, odwoził mnie. Wtem, spojrzałem w prawo. Ja na siedzeniu pasażera, spoglądam przez szybę i kurwa musiałem to zobaczyć. Kurwa, nie mogłem obrócić głowy później. Zobaczyłem to. Szyba była cała zalana, ale jednak zobaczyłem. Jakieś jebane kształty, pierdolone kształty i coś na ziemi. Kazałem Adamowi stanąć i wyskoczyłem z auta. Kurwa po co to zrobiłem Sam, po jakiego chuja, nie wiem. Zacząłem biec. Ziemia była grząska i chlupocząca, ale deszcz, jego szum zagłuszył mnie. Widziałem wszystko przed sobą. Na ziemi były kształty jak by nogi, pantofle, które się poruszały, trochę wyżej był inny kształt, który się nad nimi poruszał. Inny nachylał się z boku, jak by przytrzymywał coś. Kiedy byłem 3 metry od nich, wiedziałem i widziałem to. Białe rajstopy, ubłocone od mokre ziemi, które miały wiele zdartych miejsc, czarne pantofle, takie dziecięce, dziewczęce. Nad nią poruszał się chłopak, chyba chłopak, dużo większy i starszy. Koło niego przytrzymywał ręce inny, oraz patrzył jej w twarz, aby nie krzyczała. Wyciągnąłem broń, Sam. Wyciągnąłem. Podszedłem i rąbnąłem tego co się poruszało, nad tą istotką, w kark. Padł jak kłoda, na nią. Ten drugi spojrzał na mnie i puścił jej ręce. Poderwał się do ucieczki. Sam powinienem wydać strzał ostrzegawczy, ale nie dałem. Wycelowałem na oślep i nacisnąłem spust. Wystrzał mnie ogłuszył, jeden, drugi, trzeci… Cały magazynek. Widziałem jak pada na ziemie. Nawet nie wiem gdzie dostał. Chwyciłem tego leżącego i rzuciłem obok, z twarzą w błoto. Spojrzałem na nią, była piękną. Kurwa nie jestem pedofilem, ale ona była piękna. Wyciągnąłem rękę i patrzyłem na nią. Ona spojrzała na mnie i chwyciła ją, jak by to była ostatnia rzecz w jej życiu. Była w szoku i może to ją uratowało. Wiesz co się później stało. Odprowadziłem ją do auta. Adam patrzył na mnie biała jak ściana twarzą. A ja wróciłem i po drodze jak szedłem jak obłąkany wdeptałem w ziemie gruby kij, krzywy. Cofnąłem nogę i go podniosłem, zabrałem za sobą. – wielki łyk piwa przesączył się przez gardło Joachima.- Mam tylko przebłyski z tego co się stało. Ale wiem że ściągnąłem temu chłopakowi spodnie i majtki i z całej siły pchnąłem tego patyka w jego tyłek. Poczułem jak po ręce spływa krew, coraz więcej krwi. Nie obchodziło mnie to, miałem to w dupie, paradoks. Co Sam, wsadzić patyk grubości ramienia w dupę i mieć to w dupie.
Żadne z nich się nie roześmiało. Sam myślał że zwymiotuje. Tak gazety o tym nie pisały, na pewno o tym nie pisały.
– Podobno umarł w męczarniach, wiesz. Chuj mnie to obchodzi, jego przecież nie obchodziło co czuje ofiara, jak wnika w nią na siłę, jak ją gwałci, zmusza do tego czego nie chce. Tamten drugi, dostał 5 kul, trzy w tułów, a dwie w głowę. Podobno jego mózg zbierano 4h, i tak nie znaleźli całej czaszki. Mózg wsiąkł w glebę, jak się śmiał patolog, użyźnił ziemie. Ci to mają poczucie humoru Sam, naprawdę super. Wiesz dlaczego nic mi nie zrobili. Bo ten z patykiem w tyłku to seryjny gwałciciel, ale policja przymykała na to oko. Nawet ja nie wiedziałem o tym. Robili to po to, bo mogli go ścigać, a i tak wiedzieli gdzie jest i co robi. Skurwysyny z nas, a raczej z innych. Jebane samoluby. A drugi, to inny fajny gość poszukiwany w innym województwie frajer. To że jednego zastrzeliłem, a drugiemu zrobiłem to co powinno się robić gwałcicielom, chcieli mnie posadzić. Ale że oni byli poszukiwani i społeczeństwo by za nimi nie płakało, oraz mieli ciężkie grzechy, więc wyręczyłem kilku niebieskich kolegów, postanowili dać mi spokój. Nazwali tą sprawę alejką miłości, bo tam od zawsze i każdy o tym wie, roi się od takich świrów, i pomyśleć że zawsze tamtendy ludzie chodzą, kurwa wyobrażasz sobie. To jak chodzić po chodniku wiedząc że to nie chodnik tylko ogień i palą ci się stopy. Ludzie są czasami ślepi na to co widzą lub nie chcą widzieć.
Joachim zgasił papierosa w popielniczce. Pociągnął łyk piwa, spoglądając przed siebie.
– Wiesz Sam. To mi się śni co prawie noc. To wydarzenie. Nie umiem pojąć, dlaczego zwierzęta nie próbują być ludźmi, kiedy my robimy wszystko aby się cofnąć w rozwoju. Nie pojmuję tego. Joachim odsunął się od blatu baru na osiedlu X w mieście gdzieś w Polsce. Spojrzał na drzwi i wymamrotał – Zawsze kiedy kogoś zabijesz, on wraca. Wraca w wspomnieniach i cię zabija powolną śmiercią. Zawsze.
Sam usłyszał jak drzwi jego baru zatrzaskują się z cichym łoskotem. Spojrzał na cały bar, jak by go oglądał pierwszy raz i zwymiotował. Joachim opowiadał mu o różnych sprawach, ale ta była najgorszą opowieścią, miał chęć się zabić przez chwilę. Zrezygnował. Nacisnął przycisk gaszący wszystkie światła, po zamknięciu drzwi i zabezpieczeniu baru. Światła zgasły, powodując lekką łune płynącą z okien. To był udany dzień, kończący się makabrą w głowie Sama.

Jeśli faktycznie zależy Ci na opinii innych:
- nieco za mało interpunkcji i dbałości o literówki (a raczej o ich brak). Miejscami łamie to czytanie strasznie, choć może to tylko moje zboczenie
- nieco za chaotyczne – za częste zmiany osoby – nie wiadomo miejscami, czy to wewnętrzne rozważania Joahima, czy Ciebie jako Autora/Narratora. Brak konsekwencji – “Żadne z nich się nie roześmiało” – powinno chyba być “żaden z nich się nie roześmiał”, obydwaj to faceci.
- miejscami za opisowe (Światła zgasły, powodując lekką łune płynącą z okien) – brzmi na nieco wymuszone. Czasem mniej znaczy więcej
Jakkolwiek nie zrażaj się, tak sobie marudzę.
Nie uważam się za pisarza. Wiem że wiele trze by było poprawić. Ale pisarzy poprawia redaktor, który z nim pracuje. Moje “coś” nikt nie poprawił
rozważania są bohatera. Bo to on myśli, lub rozmyśla. Choć mogę się mylić. Ale jeśli wytrzymałeś do końca to nie jest źle, myślałem że będzie gorzej…
On Sun, 7 Jun 2009 16:21:31 +0000
Argh, nie mów mi nic o redakcji/korekcie, po roku wynająłem do tego człowieka, bo miałem dość
Cofając się o krok, do Twojej myśli – z jednej strony fakt, zawsze jest ktoś, kto przed publikacją poprawi Twoje ewentualne niedopatrzenia, niemniej -> najfajniej jest dużo pisać. I przy okazji “przyzwyczajać się” do języka, tak, żeby od razu pisać jak najbardziej poprawnie. To daje możliwość zabawy z językiem, przy której nikt nie zarzuci Ci, że machnąłeś klasycznego “błęda” – będziesz mógł powiedzieć, że to celowo
Ale na pewno warto pisać, warto się szlifować.
)
Nie wiem, jak to jest z pisarzami. Z “młodymi” pisarzami pewnie nie jest tak pięknie – jak podeślesz do publikacji coś, co będzie za bardzo raziło pierwszego redaktora, który to przeczyta – nigdy nie wyjdzie dalej niż za ten pierwszy stopień. Znani, uznani goście, tacy jak Kapuściński, mieli… żony, które prowadziły redakcję/korektę ich tekstów (swoją drogą, co za cholerny szowinizm